
tak pachnie eliksir młodości - odkrywamy zapachową stronę królowej kuchennej codzienności
dzika strona marchwi

Marchewki nie mają łatwo – pokryte ziemią nie prezentują się wytwornie, a ich kształty rzadko porywają. Są z reguły prozą warzywniaków i kuchni. Ale tak jak można z nich wyczarować niezapomniane dania, tak samo ich aromat może zaskoczyć nutami z najwyższych półek. Sprawdzamy, co w marchwi pachnie.
Standardowa socjalizacja w bloku wschodnim w latach 80-tych obejmowała przedszkole, a w nim na talerzu marchewkę z groszkiem: rozgotowaną breję pomarańczowych kostek i szaro-zielonkawych kulek. Kto by pomyślał, że będziemy kiedykolwiek wzdychać do marchewki? A jednak.
Daucus carota czyli marchew zwyczajna, dzieli zapachowe nuty z jednym z najdroższych składników perfum – irysem. Czy kiedykolwiek ją wąchaliście? Zapach korzenia jest delikatnie wyczuwalny, słodkawo-gorzki. Ale spróbujcie marchew ugotować – po kuchni rozejdzie się wyraźny, miodowo-pudrowy aromat. Można w nim też wyczuć lekką pikanterię czy delikatne zapachy drzew, ale słodkie nuty dominują. Chemiczne analizy nie pozostawiają wątpliwości – gotowana marchewka jest zapachowo wyraźnie spokrewniona z kwiatami lipy, lipowym miodem i irysami. Idealne zapachy na małą chandrę i duży głód.
Dobrze znana marchew siewna ma niezliczonych kuzynów – udomowionych i dzikich. Pierwsze znane odmiany marchewki były białe lub fioletowe, dopiero z czasem wyhodowano żółte i pomarańczowe. Odmiana przekłada się na „zapachową tożsamość”. Gdy naukowcy postanowili sprawdzić, jak pachną marchewki z czterech różnych odmian okazało się, że na 36 zidentyfikowanych cząsteczek zapachowych różnice są aż w 31. Nasze nosy jeszcze ich nie wyczuwają, ale trenujemy.
Foto: Dana DeVolk on Unsplash

Marchew we flakonie
W perfumiarstwie wykorzystuje się nie tyle zapach samego korzenia, co nasion. I nie marchwi uprawnej, o znanym pomarańczowym korzeniu, a dzikiej – powszechnie rosnącej na łąkach i przy drogach, o korzeniu raczej kremowym lub białym. Idąc na spacer rozejrzyjmy się za białymi, parasolowatymi kwiatami – w Europie marchew kwitnie na przełomie lipca i sierpnia, nasiona można zbierać we wrześniu. Jeśli hodujemy marchew, to pamiętajmy, że to roślina dwuletnia, więc na nasionka trzeba czekać dwa sezony. Choć bez specjalnej obróbki trudno je powąchać, to można z nich zrobić wspaniałą kąpiel, gotując przez kilka minut, a potem odcedzony aromatyczny wywar dodając do wanny z wodą. Nie tylko pachnie wybornie, ale też ujędrnia skórę i głaszcze skołatane nerwy. Jeśli kupicie olejek, pamiętajcie – zawsze używajcie tylko w rozcieńczonej postaci. A jak już wciągnie was marchewkowy wątek, w internecie znajdziecie mnóstwo przepisów na marchewkowe mydła, napary czy toniki. Kropelkę olejku można dodawać też do kremów – działa jak eliksir młodości dzięki swoim ujędrniającym i silnie regenerującym właściwościom.
Udomawianie marchwi zaczęło się zapewne w rejonie Afganistanu około IX wieku n.e. Stamtąd trafiła do Hiszpanii, a potem na stoły Europy i reszty świata. Dzika marchew zawojowała Europę dużo wcześniej – wykorzystywano ją na początku przede wszystkim do celów medycznych. Rozglądając się za dzikimi odmianami nie pomylcie jej tylko z zabójczo trującą cykutą. Subtelne różnice można sprawdzić na blogu Raven's Roots
Foto: Guillaume Lobet on Unsplash

Nuta na koniec czasu
Z powodu zapachowego skoligacenia z irysami twórcy perfum, często szukający tańszych zastępników luksusowych substancji, wykorzystują ziemiste, słodko-korzenne nuty nasion marchwi zamiast kosztownych kwiatów. Eden Botanicals zdradza, że trick idealnej imitacji irysowego olejku to połączenie marchwi z olejkiem cedrowym. Ale marchew to nie tylko „gorsza siostra irysa”. Coraz częściej nosy szukające nowych inspiracji doceniają jej własny urok. Byredo wykorzystało ją w Eleventh Hour - perfumach będących “eksploracją zapachów rzeczy dobiegających końca, podróżą na kraniec czasu, ostatnimi perfumami na Ziemi.” Królowa kuchennej codzienności nie dziwi w tym kontekście. Słodycz i ziemia.
To marchewka pięknie wysuszona, widać aromatyczne nasiona. Roślina w swoich licznych odsłonach doczekała się nawet własnego wirtualnego muzeum. Na razie dostępne tylko po angielsku, niestety. Ale wspaniałe ilustracje też są warte obejrzenia. Warto więc rozsiąść się wygodnie w fotelu i prześledzić marchewkowy szlak.
Foto: Marek Piwnicki on Unsplash


